Katedra św. Mikołaja w Elblągu (niem. St.-Nikolai-Kirche) – pierwotnie kościół farny, najstarsza świątynia w mieście, której budowę rozpoczęto około 1240 roku. Jej najbardziej charakterystycznym elementem jest 97-metrowa wieża (najwyższa po prawej stronie Wisły). Z jej tarasu widokowego roztacza się panorama miasta i okolic, na który prowadzi dokładnie 365 schodów.
W 1573 roku kościół został przejęty przez luteran (tak się działo w tym czasie również z kościołami w Gdańsku). W kolejnych latach biskupi warmińscy czynili starania by odzyskać kościół dla katolików, co udało się dopiero na podstawie ugody biskupa Szymona Rudnickiego z radą miasta Elbląga w 1616 roku.
26 kwietnia 1777 nad miastem rozszalała się burza. Jedyne wyładowanie atmosferyczne uderzyło wieżę, która stanęła w płomieniach, a za nią cały kościół. Zdołano wynieść część wyposażenia, lecz nie udało się ugasić ognia, który strawił wieże i dach kościoła. Wkrótce po pożarze zawaliły się sklepienia, niszcząc przy tym ołtarz główny i wiele innych części wyposażenia, które pozostało w kościele. Podczas zdobywania Elbląga przez Armię Czerwoną (26.01–10.02.1945) katedra została, doszczętnie wypalona (2 lutego 1945 r.).
Trochę o tym ogniu bo sprowadziła mnie tu jedna ciekawostka a mianowicie świdry ogniowe. Co to takiego? Zacznę od początku.
Wokół zewnętrznych ścian Katedry św. Mikołaja w Elblągu znajduje się rekordowa w skali kraju liczba charakterystycznych wgłębień, nazywanych śladami po świdrach ogniowych lub dołkami pokutnymi. Podczas oficjalnej inwentaryzacji przeprowadzonej w 1992 roku naliczono ich na elewacji kościoła dokładnie 1054. Czyni to elbląską katedrę jednym z najważniejszych i najbardziej usianych tymi znakami obiektów sakralnych w całej Polsce. Te zagadkowe, okrągłe wgłębienia w gotyckich cegłach (zawsze w materiale ceramicznym, nigdy w spoinach) mają od jednego do kilku centymetrów średnicy.
Choć wyglądają tajemniczo, historycy i etnografowie wiążą je z trzema głównymi teoriami:
1. Rozpalanie "świętego ognia" (Świdry ogniowe).
To najbardziej techniczne i powszechne wyjaśnienie. W średniowieczu, podczas liturgii Wielkiej Soboty, przed kościołami rozpalano rytualny ogień. W tym celu używano drewnianego świdra ogniowego, wprawianego w ruch obrotowy za pomocą sznura lub łuku. Aby narzędzie działało stabilnie, jego metalowy lub drewniany trzpień opierano bezpośrednio o ścianę kościoła. Tarcie w jednym punkcie powodowało szybkie wyżłobienie idealnie okrągłego dołka w wypalonej glinie.
2. Średniowieczna pokuta (Dołki pokutne).
Druga popularna hipoteza mówi o tym, że dziury były drążone ręcznie przez grzeszników. W ramach zadanej przez kapłana pokuty, pątnicy mieli za zadanie wywiercić otwór w twardej ścianie kościoła przy użyciu gołego palca lub monety. Akt ten, wymagający ogromnego wysiłku, czasu i bólu, miał wymiar symbolicznego zadośćuczynienia za popełnione winy.
3. Medycyna ludowa i pozyskiwanie "sacrum".
Część badaczy wskazuje na to, że dołki powstały w wyniku celowego zeskrobywania ceglanego pyłu. Ponieważ ściany świątyni stanowiły granicę strefy świętej (sacrum), wierni przypisywali im cudowne, uzdrawiające właściwości. Sproszkowaną mączkę ceglaną zeskrobywano nożami lub monetami, a następnie dodawano do eliksirów leczniczych dla ludzi lub chorego bydła.


Na koniec rzut oka na Bramę Targową. To najbardziej rozpoznawalny świecki zabytek miasta i jedyna zachowana brama z dawnego średniowiecznego systemu obronnego. Ta gotycka, siedmiokondygnacyjna wieża wznosi się na wysokość 26 metrów i zamyka główną arterię elbląskiej Starówki. Wokół tej wyjątkowej budowli narosło mnóstwo historii i unikalnych tradycji. Dolną, czworoboczną część bramy wzniesiono w 1319 roku i pierwotnie mierzyła ona zaledwie 13 metrów. Dopiero sto lat później (w latach 1420–1430) nadbudowano ją do obecnego kształtu, zyskując potężne walory obronne. W XVIII wieku zyskała barokowy hełm fundowany przez mieszkańców oraz zegar, jednak po zniszczeniach w 1945 roku przywrócono jej surowy, średniowieczny wygląd ze spadzistym dachem. Tuż obok Bramy Targowej stoi broniony z brązu pomnik młodego Piekarczyka. Według legendy, podczas wojny pruskiej w 1521 roku, wojska krzyżackie próbowały podstępem zdobyć Elbląg i przedostać się przez tę bramę. Czeladnik piekarski, wykazując się ogromną odwagą, zauważył napastników i swoją łopatą piekarską przeciął liny podtrzymujące kratę obronną. Ciężka brona opadła, tarasując wrogom wejście i ratując miasto przed rzezią. Dziś potarcie nosa Piekarczyka ma przynosić szczęście. Niezwykłą ciekawostką techniczną jest fakt, że przez kilkadziesiąt lat (od 1895 do 1968 roku) bezpośrednio przez wąskie gardło łuku Bramy Targowej kursował elbląski tramwaj. Do dziś zachowały się klimatyczne zdjęcia z tamtego okresu, gdy pasażerskie wagony niemal ocierały się o zabytkowe cegły...
