sobota, 22 sierpnia 2026

Miłobądz - granica Polski, wypadek kolejowy, śmierć pogranicznika w sierpniu 1939 roku.

Miłobądz (historycznie niem. Mühlbanz) to duża, historyczna wieś kociewska położona w województwie pomorskim, w powiecie tczewskim, tuż przy granicy z Żuławami Gdańskimi. Pierwsze udokumentowane wzmianki o wsi pochodzą z 1292 roku, kiedy to książę pomorski Mestwin II podarował te ziemie zakonowi cystersów z Oliwy. Niedługo później, w XIV wieku, Miłobądz przeszedł w ręce Zakonu Krzyżackiego i stał się ważną wsią czynszową w komturstwie tczewskim. Po wojnie trzynastoletniej miejscowość została włączona do Korony Królestwa Polskiego jako wieś królewska. 
To także ważny węzeł kolejowy. Miłobądz zapisał się na kartach historii transportu z powodu tragicznego wypadku. 29 kwietnia 1914 roku na tutejszej stacji kolejowej doszło do jednej z największych katastrof kolejowych tamtych czasów na Pomorzu. Pociąg pośpieszny relacji Berlin – Królewiec najechał na tył stojącego pociągu osobowego. W wyniku zderzenia i pożaru drewnianych wagonów zginęło kilkanaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.
Przez Miłobądz przebiega historyczna linia kolejowa Warszawa – Gdańsk, będąca dawniej częścią słynnej pruskiej Kolei Wschodniej (Ostbahn). Znajduje się tu aktywny przystanek kolejowy Miłobądz (PKP), z którego pasażerowie mogą w kilkanaście minut dojechać do Tczewa lub Gdańska.

Najcenniejszym zabytkiem Miłobądza jest gotycki kościół parafialny pw. św. Małgorzaty (później św. Walentego, obecnie Macierzyństwa NMP), wzniesiony z czerwonej cegły w I połowie XIV wieku (ok. 1320–1330 r.).





Chorągiewka na wieży kościoła - na pamiątkę wielkiego remontu z 1643 roku.




W 1945 roku wycofujący się żołnierze armii niemieckiej podłożyli ładunki wybuchowe i częściowo zniszczyli wieżę. Następnie posługując się fosforem zapalającym spalili wnętrze.

Na ścianie kościoła zachował się stary pruski reper ścienny. To trwały znak geodezyjny służący do określania wysokości nad poziomem morza. Napis na znaku (część górna): Königl. Preuss. Landes-Aufnahme (Królewsko-Pruska Pomiary Kraju) wskazuje na urząd odpowiedzialny za mapy i pomiary geodezyjne w dawnym państwie pruskim. Liczba 22,029 oznacza rzędną wysokościową punktu w metrach. Napis na znaku (część dolna): Meter über Normal-Null (metry powyżej zera normalnego) informuje, że wysokość mierzona była względem ówczesnego pruskiego układu odniesienia (NN), opartego na poziomie morza w Amsterdamie. Takie znaki montowano zazwyczaj w fundamentach stabilnych budynków, takich jak kościoły, ratusze czy dworce, aby umożliwić geodetom wykonywanie precyzyjnych pomiarów w terenie. Dziś znak stanowi cenny zabytki historii geodezji i tamtych czasów.

W okresie międzywojennym (1920–1939) Miłobądz stał się bezpośrednim punktem granicznym Rzeczypospolitej. Przebiegała tędy bardzo specyficzna, licząca 139 km granica polsko-gdańska, oddzielająca terytorium II RP od Wolnego Miasta Gdańska z drogowym przejściem granicznym Kohling (Kolnik) - Miłobądz. Granicę wyznaczał szlaban, budki strażnicze, urzędnicy celni oraz charakterystyczne, granitowe słupy graniczne z napisami Versailles 28.6.1919 oraz literami P (Polska) i FD (Freie Stadt Danzig).
To właśnie na posterunku granicznym w Miłobądzu/Kolniku rozegrał się dramat tuż przed wybuchem wojny. 16 sierpnia 1939 roku polski żołnierz 2. Batalionu Strzelców, strzelec Michał Różanowski, prawdopodobnie przez pomyłkę patrolową przekroczył linię graniczną w lesie (mówi się o 350 metrach). Został tam natychmiast zastrzelony przez niemieckich pograniczników z Gdańska. Po tragicznej strzelaninie na granicy w Kolniku koło Miłobądza niemieccy pogranicznicy zabrali zwłoki 23-letniego polskiego żołnierza do Gdańska, gdzie formalnie przeprowadzono sekcję zwłok. Dwa dni później, 18 sierpnia 1939 roku, ciało zostało oficjalnie przekazane polskim władzom.Polscy lekarze wojskowi w Tczewie zdecydowali się na wykonanie powtórnej, rutynowej sekcji zwłok. Jej wyniki okazały się makabryczne: Wnętrze ciała polskiego żołnierza zostało potraktowane jak śmietnik. Lekarze znaleźli zaszyte pod skórą i w jamie brzusznej kawałki drewna, brudne szmaty, trociny. Zamiast anatomicznych organów Różanowskiego, w jego ciele zaszyto bezładnie fragmenty narządów wewnętrznych innych osób (prawdopodobnie pochodzące z sekcji innych zwłok prowadzonych w tym samym czasie w gdańskim prosektorium). Współcześni badacze (m.in. historycy z Instytutu Pamięci Narodowej) wskazują, że za tym makabrycznym czynem mogły stać trzy różne motywy:
1. Celowa, polityczna profanacja-świadome działanie gdańskich (nazistowskich) patologów na zlecenie władz Wolnego Miasta Gdańska, mające na celu upokorzenie strony polskiej
2. Skrajne niedbalstwo-rażący brak profesjonalizmu, pogarda i pijaństwo personelu gdańskiego prosektorium, który „czyścił” stół sekcyjny kosztem zwłok Polaka.
3. Zacieranie śladów mordu-próba ukrycia faktycznego przebiegu raniących postrzałów, aby Polacy nie mogli udowodnić, że żołnierz został dobity z bliskiej odległości lub torturowany.
Informacje o zbezczeszczeniu zwłok lotem błyskawicy obiegły ówczesną polską prasę. Wywołało to potężną falę oburzenia na Pomorzu. Pogrzeb strzelca Różanowskiego, który odbył się 19 sierpnia 1939 roku na Cmentarzu Starym w Tczewie, przerodził się w wielką manifestację patriotyczną. Uczestniczyły w niej tysiące mieszkańców oraz delegacje wojskowe, a wydarzenie to stało się dla Polaków ostatecznym dowodem na to, że wojna z Niemcami jest już nieunikniona.
1 września, to właśnie przez to przejście ruszyły bojówki SS-Heimwehr Danzig, by uderzyć na Tczew.
Symboliczny słup graniczny z linią graniczną oraz tablicą pamiątkową.


sobota, 15 sierpnia 2026

sobota, 8 sierpnia 2026

Elbląg - Katedra św. Mikołaja i świdry ogniowe

Katedra św. Mikołaja w Elblągu (niem. St.-Nikolai-Kirche) – pierwotnie kościół farny, najstarsza świątynia w mieście, której budowę rozpoczęto około 1240 roku. Jej najbardziej charakterystycznym elementem jest 97-metrowa wieża (najwyższa po prawej stronie Wisły). Z jej tarasu widokowego roztacza się panorama miasta i okolic, na który prowadzi dokładnie 365 schodów. 

W 1573 roku kościół został przejęty przez luteran (tak się działo w tym czasie również z kościołami w Gdańsku). W kolejnych latach biskupi warmińscy czynili starania by odzyskać kościół dla katolików, co udało się dopiero na podstawie ugody biskupa Szymona Rudnickiego z radą miasta Elbląga w 1616 roku.


26 kwietnia 1777 nad miastem rozszalała się burza. Jedyne wyładowanie atmosferyczne uderzyło wieżę, która stanęła w płomieniach, a za nią cały kościół. Zdołano wynieść część wyposażenia, lecz nie udało się ugasić ognia, który strawił wieże i dach kościoła. Wkrótce po pożarze zawaliły się sklepienia, niszcząc przy tym ołtarz główny i wiele innych części wyposażenia, które pozostało w kościele. Podczas zdobywania Elbląga przez Armię Czerwoną (26.01–10.02.1945) katedra została, doszczętnie wypalona (2 lutego 1945 r.).

Trochę o tym ogniu bo sprowadziła mnie tu jedna ciekawostka a mianowicie świdry ogniowe. Co to takiego? Zacznę od początku.
Wokół zewnętrznych ścian Katedry św. Mikołaja w Elblągu znajduje się rekordowa w skali kraju liczba charakterystycznych wgłębień, nazywanych śladami po świdrach ogniowych lub dołkami pokutnymi. Podczas oficjalnej inwentaryzacji przeprowadzonej w 1992 roku naliczono ich na elewacji kościoła dokładnie 1054. Czyni to elbląską katedrę jednym z najważniejszych i najbardziej usianych tymi znakami obiektów sakralnych w całej Polsce. Te zagadkowe, okrągłe wgłębienia w gotyckich cegłach (zawsze w materiale ceramicznym, nigdy w spoinach) mają od jednego do kilku centymetrów średnicy.


Choć wyglądają tajemniczo, historycy i etnografowie wiążą je z trzema głównymi teoriami:
1. Rozpalanie "świętego ognia" (Świdry ogniowe).
To najbardziej techniczne i powszechne wyjaśnienie. W średniowieczu, podczas liturgii Wielkiej Soboty, przed kościołami rozpalano rytualny ogień. W tym celu używano drewnianego świdra ogniowego, wprawianego w ruch obrotowy za pomocą sznura lub łuku. Aby narzędzie działało stabilnie, jego metalowy lub drewniany trzpień opierano bezpośrednio o ścianę kościoła. Tarcie w jednym punkcie powodowało szybkie wyżłobienie idealnie okrągłego dołka w wypalonej glinie.
2. Średniowieczna pokuta (Dołki pokutne).
Druga popularna hipoteza mówi o tym, że dziury były drążone ręcznie przez grzeszników. W ramach zadanej przez kapłana pokuty, pątnicy mieli za zadanie wywiercić otwór w twardej ścianie kościoła przy użyciu gołego palca lub monety. Akt ten, wymagający ogromnego wysiłku, czasu i bólu, miał wymiar symbolicznego zadośćuczynienia za popełnione winy.
3. Medycyna ludowa i pozyskiwanie "sacrum".
Część badaczy wskazuje na to, że dołki powstały w wyniku celowego zeskrobywania ceglanego pyłu. Ponieważ ściany świątyni stanowiły granicę strefy świętej (sacrum), wierni przypisywali im cudowne, uzdrawiające właściwości. Sproszkowaną mączkę ceglaną zeskrobywano nożami lub monetami, a następnie dodawano do eliksirów leczniczych dla ludzi lub chorego bydła.


Na koniec rzut oka na Bramę Targową. To najbardziej rozpoznawalny świecki zabytek miasta i jedyna zachowana brama z dawnego średniowiecznego systemu obronnego. Ta gotycka, siedmiokondygnacyjna wieża wznosi się na wysokość 26 metrów i zamyka główną arterię elbląskiej Starówki. Wokół tej wyjątkowej budowli narosło mnóstwo historii i unikalnych tradycji. Dolną, czworoboczną część bramy wzniesiono w 1319 roku i pierwotnie mierzyła ona zaledwie 13 metrów. Dopiero sto lat później (w latach 1420–1430) nadbudowano ją do obecnego kształtu, zyskując potężne walory obronne. W XVIII wieku zyskała barokowy hełm fundowany przez mieszkańców oraz zegar, jednak po zniszczeniach w 1945 roku przywrócono jej surowy, średniowieczny wygląd ze spadzistym dachem. Tuż obok Bramy Targowej stoi broniony z brązu pomnik młodego Piekarczyka. Według legendy, podczas wojny pruskiej w 1521 roku, wojska krzyżackie próbowały podstępem zdobyć Elbląg i przedostać się przez tę bramę. Czeladnik piekarski, wykazując się ogromną odwagą, zauważył napastników i swoją łopatą piekarską przeciął liny podtrzymujące kratę obronną. Ciężka brona opadła, tarasując wrogom wejście i ratując miasto przed rzezią. Dziś potarcie nosa Piekarczyka ma przynosić szczęście. Niezwykłą ciekawostką techniczną jest fakt, że przez kilkadziesiąt lat (od 1895 do 1968 roku) bezpośrednio przez wąskie gardło łuku Bramy Targowej kursował elbląski tramwaj. Do dziś zachowały się klimatyczne zdjęcia z tamtego okresu, gdy pasażerskie wagony niemal ocierały się o zabytkowe cegły...

sobota, 1 sierpnia 2026

Szopy - nieczynny most zwodzony

Most został wybudowany około 1935 roku, zastępując funkcjonującą w tym miejscu wcześniejszą, wysłużoną konstrukcję drewnianą. Jest to drogowy most klapowy o napędzie ręcznym. Charakterystycznym elementem jego architektury są potężne, betonowe przeciwwagi (ramiona), które pozwalały unieść stalowe przęsło za pomocą siły ludzkich mięśni i przekładni. Most służył lokalnej społeczności przez blisko pół wieku, łącząc m.in. tutejsze osady z drogami w kierunku Elbląga i Malborka. W 1984 roku przeprowadzono dużą modernizację i zmianę przebiegu drogi krajowej nr 22. Tuż obok zabytkowej konstrukcji przerzucono nowoczesny, szeroki i stabilny most żelbetowy. Stary, wąski most zwodzony automatycznie stracił swoją funkcję komunikacyjną, został całkowicie wyłączony z ruchu kołowego i zamieniony w pomnik historii. Obiekt w Szopach nie jest odosobnionym przypadkiem. Wpisano go na oficjalną listę atrakcji Szlaku Kulturowego Kanału Elbląskiego. Na całych Żuławach Elbląskich zachowało się zaledwie kilka takich perełek inżynierii wodno-lądowej z przełomu XIX i XX wieku (w niedalekiej miejscowości Jezioro-zwodzony oraz w Dzierzgonce-most obrotowy). 















sobota, 25 lipca 2026

Nowy Dwór Elbląski - drewniana karczma holenderska z 1795 roku

Nowy Dwór Elbląski (niem. Neuhof) to kameralna, licząca niespełna stu mieszkańców osada w gminie Gronowo Elbląskie, której historia sięga czasów średniowiecza. Początki miejscowości są ściśle związane z Zakonem Krzyżackim. Już w pierwszej połowie XV wieku istniał tu ważny krzyżacki dwór obronny i gospodarczy, przy którym w 1449 roku oficjalnie lokowano wieś. Podczas wojny trzynastoletniej (w 1454 roku), gdy mieszkańcy regionu zbuntowali się przeciwko zakonowi, dwór został zdobyty przez elblążan. Co ciekawe, mieszczanie oszczędzili tutejsze zabudowania, mimo że w tym samym czasie doszczętnie zburzyli zamek krzyżacki w samym Elblągu. Po przejęciu tych ziem przez Polskę, w sierpniu 1457 roku król Kazimierz Jagiellończyk przekazał Nowy Dwór Elbląski na własność miastu Elbląg w ramach podziękowania za finansowe i militarne wsparcie w wojnie z Krzyżakami. Od tamtej pory wieś przez stulecia stanowiła zaplecze gospodarcze dla elbląskiego patrycjatu. Wieś leży na terenie depresyjnym Żuław Elbląskich, zaledwie kilka kilometrów od jeziora Drużno. Przez wieki kluczowym wyzwaniem dla mieszkańców była walka z wodą. Regularne podtopienia ustały dopiero po melioracjach przeprowadzonych najpierw przez Holendrów (menonitów), a później unowocześnianych w XIX i XX wieku.

W czasach PRL-u działało tu Państwowe Gospodarstwo Rolne (PGR) Nowy Dwór, które specjalizowało się w wielkotowarowej hodowli bydła i produkcji mleka. Charakterystyczne, podłużne, betonowo-ceglane budynki to dawne wielkie obory, jałownik oraz magazyny paszowe i silosy. Żuławy ze względu na niesamowicie żyzne gleby (mady) oraz rozległe łąki były idealnym miejscem dla państwowej hodowli krów mlecznych. PGR w Nowym Dworze Elbląskim był dużym, nowoczesnym jak na tamte czasy ośrodkiem – na terenie kompleksu działała nawet własna zakładowa stacja paliw dla ciągników i kombajnów. Po likwidacji PGR-ów na początku lat 90. majątek przeszedł pod zarządzanie Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (późniejszy ANR/KOWR). Wiele takich miejsc w Polsce popadło w całkowitą ruinę, jednak kompleks w Nowym Dworze miał więcej szczęścia. Został sprywatyzowany i przekształcony w spółkę z o.o. o nazwie GR Nowy Dwór Elbląski (Gospodarstwo Rolne), dzięki czemu obiekty nie zostały całkowicie zrównane z ziemią i wciąż służyły celom agrarnej produkcji przemysłowej. 

Ten może i przydługi opis był moim zdanie konieczny żeby zrozumieć co tu się działo przez te wieki.

Budynki dawnego PGR-u.



A teraz o zabytkowej karczmie. Łatwo ją ominąć bo jest prawie niewidoczna z drogi, zasłonięta wysokim drewnianym płotem.

Budynek powstał dokładnie w 1795 roku. Świadczy o tym doskonale zachowana do dziś, oryginalna inskrypcja nad portalem frontowym. Najbardziej charakterystycznym elementem zewnętrznym karczmy są przepięknie zdobione, klasycystyczne drzwi wejściowe o unikatowej stolarce.

Z kolei z tyłu budynku znajdują się rzadko spotykane drzwi dwoinkowe – podzielone poziomo na pół, co pozwalało na niezależne otwieranie górnej lub dolnej części (rozwiązanie typowe dawniej dla budynków gospodarskich i rzemieślniczych na Żuławach). Konstrukcja budynku kryje w sobie cechy dawnej gospody. W środku znajduje się przestronna sień oraz tradycyjna czarna kuchnia z niskim pułapem, która służyła do przygotowywania posiłków. Nowszy fundament pod budynkiem skłonił historyków do postawienia hipotezy, że na przełomie XIX i XX wieku karczma mogła zostać całkowicie zdemontowana i złożona na nowo w tym samym miejscu (tzw. dyslokacja) lub przeniesiona z bliskiej okolicy. Przez ponad dwa stulecia budynek zmieniał właścicieli i po II wojnie światowej służył głównie jako dom mieszkalny. Przez wiele lat opuszczony obiekt popadał w ruinę. Los karczmy odmienił się, gdy kupił ją prywatny właściciel (historyk sztuki), który przy wsparciu dotacji konserwatorskich rozpoczął żmudny proces renowacji. W ostatnich latach udało się m.in. wymienić poszycie dachowe, wstawić nowe okna oraz zabezpieczyć i zakonserwować cenne, historyczne drzwi frontowe.



Drzwi dwoinkowe.



Inskrypcja nad drzwiami - głosi, że obiekt wzniósł cieśla Jacob Glandt dla inwestora o nazwisku Heinrich Fechter.




Zamek okiennicy.

Porządna ciesielska robota.